środa, 12 sierpnia 2009

I po wakacjach...

Jadąc z dzieciakami do dziadków plan miałam ambitny - dziadkowie zajmą się dzieciakami a ja oddam się decoupagowaniu. Tja... Wyszedł z tego jeden malutki obrazek na gipsie synka i tyle... Ale korzyść jest taka, że dostałam szlifierkę i nawet wczoraj trochę nią poszalałam, ale obudziłam Mikiego i na tym się skończyło.


Na szczęście coś zrobić mi się udało - wyhaftowałam żaglówkę dla Mikiego, jeszcze muszę tylko dorobić poduchę, ale jako że jestem krawieckie antytalencie to prędko to nie nastąpi.

Na dowód jak kiepsko szyję, wstawiam fotkę poduszki zrobionej dla Barta, też wakacyjny wytwór, poznęcałam się nad maszyną mamy. Wiem, krzywa...

Poza tym udało mi się jeszcze zrobić malutki hafcik, a ponieważ wzór mi się bardzo spodobał, to powstała jeszcze serwetka.

Serweta powstawała nad jeziorem, kiedy Miki sobie drzemał i więc powstała z tego co miałam. A już po powrocie doszyłam koronkę. Nieźle się namęczyłam, żeby połączyć ją jakoś w rogach.

No i na koniec moja wczorajsza karteczka, jest to moja pierwsza kartka i dlatego taka skromniutka, wszystko co chciałam do niej dodać wydawało mi się już nadmiarem. Następnym razem będzie lepiej.

2 komentarze:

Trzpiot pisze...

fajna ta serwetka :=))

Atelier Konstancja pisze...

Olinko z tej strony twórczej to ja Cię nie znalam. Piękne hafty a te udane zmagania z masą solną.Młody chyba był dumny z tak ozdobionego gipsu.